**SZCZĘŚCIE WYTRWAŁOŚCI**
– Mamo, został nam ostatni sposób, żeby mieć dziecko – metoda in vitro. Z Krzysztofem już wszystko ustaliliśmy. Nie próbuj mnie odwieść – powiedziała Kinga jednym tchem.
– In vitro? Czyli będę miała wnuka albo wnuczkę „z probówki”? – nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam od własnej córki.
– Mamo, nazywaj to, jak chcesz. Jutro zaczynamy procedury. Wszystkie badania zrobione. Lekarze ostrzegli – czeka nas długa i nieprzewidywalna droga. Nie ma żadnych gwarancji. Proszę cię, bądź cierpliwa – Kinga ciężko westchnęła.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Powinnam ją przecież wesprzeć, dodać otuchy, pomóc albo choćby nie przeszkadzać.
Rozmawiałyśmy przez telefon. Rozumiałam, iż Kinga nie miała siły na tę rozmowę w cztery oczy, bo temat był drażliwy.
Pierwszy raz wyszła za mąż za swojego przyjaciela z dzieciństwa, Marka. Wydawało jej się, iż to miłość jak z bajki. Ale na samym weselu, w restauracji, pijany pan młody wylądował w objęciach świadkowej. Kinga znalazła ich w „romantycznej” scenerii – w zapchlonej spiżarni.
Marek, zobaczywszy narzeczoną, bełkotał coś w swoją obronę; świadkowa, łapiąc swoje rzeczy i przykrywając przezroczystym szalem gołe ramiona, wybiegła z miejsca zbrodni i nikt jej więcej tego dnia nie widział.
Kinga od razu wniosła o rozwód. Ja i mój mąż błagaliśmy, żeby nie podejmowała pochopnych decyzji:
– Kinga, nie spiesz się. No przecież, po pijanemu każdy może głupoty narobić. Pewnie ta świadkowa sama wciągnęła Marka do tej nieszczęsnej spiżarni. On przecież przystojniak, aż się prosiło, żeby spróbować zakazanego. Wybacz mu, córeczko. Macie przed sobą całe życie. Opamiętaj się. Potem będziesz żałować.
– Nie, mamo, nie będę. Marek zdradził, to zdradził. Boli jak diabli. Ale nie chcę zaczynać małżeństwa od kłamstw i zdrady. Dzięki Bogu, iż stało się to w dzień ślubu. Mniej cierpienia dla mnie – Kinga była nieugięta.
Marek błagał, przepraszał, szczerze żałował, ale na próżno.
…Po kilku miesiącach okazało się, iż Kinga jest w ciąży z Markiem. Córka natychmiast, w tajemnicy przede mną, pozbyła się dziecka. Gdybym wtedy wiedziała, błagałabym, żeby wróciła do Marka.
…Czas płynął, a do Kingi zaczął się zalecać Krzysztof. Notabene, był najlepszym przyjacielem Marka. Kochał Kingę od dawna, ale bał się wejść w drogę koledze. A tu taka okazja. Kinga nie od razu się zgodziła. Poparzyła się, nie ufała nikomu. Wahała się trzy lata. Krzysztof się nie poddawał. W końcu Kinga uwierzyła w jego uczucia:
– Krzysztof, twoja propozycja małżeństwa jeszcze obowiązuje?
– Oczywiście, Kinguś! Naprawdę się zgadzasz? – Krzysztof pocałował dłoń ukochanej.
Kinga skinęła głową.
Krzysztof z euforii urządził huczne wesele. Byli wszyscy przyjaciele, koleżanki, tylko nie Marek. Ale „były” przysłał młodej parze ogromny bukiet pachnących lilii. Kinga odrzuciła kwiaty i oddała je niezamężnej przyjaciółce.
Kinga miała wtedy dwadzieścia osiem lat, Krzysztof – trzydzieści trzy. Minęły dwa lata małżeństwa, a dzieci wciąż nie było.
– Kinga, macie z Krzysztofem jakiś plan, czy po prostu nie wychodzi? – delikatnie zapytałam.
– Nie wychodzi, mamo. Już się martwię. Krzysztof milczy na ten temat. Pewnie obwinia siebie. Poczekamy jeszcze rok, a potem… – córka spuściła oczy i odwróciła się.
– Co „potem”? Z domu dziecka weźmiecie? – nie rozumiałam, co ma na myśli.
– Zobaczymy. Będziemy mieć dziecko. Jakimkolwiek sposobem – Kinga uśmiechnęła się zagadkowo.
– Daj Boże! My z ojcem nie możemy się doczekać wnuków – pogłaskałam córkę po głowie.
I tak minęły kolejne dwa lata prób…
Kinga powiedziała mi o in vitro. Byłam przeciwna całym sobą:
– Kinguś, mówią, iż te dzieci nie mają duszy, częściej chorują, iż nie są z tego świata, iż same nie będą mogły mieć potomstwa… W skrócie: biomaszyny.
– Mamo, tej metodzie już prawie czterdzieści lat. Na całym świecie rośnie jej popularność. Jest tyle niepłodnych par. „Probówkowe” dzieci rodzą się tak samo „normalne”. Tylko to wszystko bardzo trudne. Nie masz pojęcia, ile my z Krzysztofem przeszliśmy. Nie jest łatwo się na to zdecydować. w uproszczeniu – szykuj się na wnuki. Może być choćby bliźniaki. Nawiasem mówiąc, pierwsze kobiety po in vitro później urodziły naturalnie – Kinga bardzo chciała mnie przekonać, iż ich decyzja jest słuszna.
A ja rozumiałam, iż proces już się rozpoczął, nie ma odwrotu. Pozostało mieć nadzieję, wierzyć i nie tracić ducha.
…Droga do dziecka okazała się droga, wyczerpująca i męcząca. Kinga zaszła w ciążę dopiero za czwartym podejściem. Wpadła w depresję, miała napady histerii. Przez hormony znacznie przyty***(Continued)***
Kiedy w końcu nasza Zosia przyszła na świat, wypełniła nasze serca taką radością, iż wszystkie trudy i łzy stały się tylko odległym wspomnieniem.