ZAKOŃCZONE UCZUCIE.

polregion.pl 11 godzin temu

**MINĘŁA MIŁOŚĆ**

– Dlaczego dziś jesteś taka cicha i zamyślona? – zapytał Marek żonę, siedząc przy kuchennym stole późnym wieczorem.
Żona Kasia bez słów podała mu podgrzaną kolację.
– Znowu wróciłeś późno? – szepnęła.
– Brałem nadgodziny… premia będzie pod koniec kwartału.

Marek, trzydziestopięcioletni pracownik banku, dobrze zbudowany i młodziej wyglądający mężczyzna, dopiero co wrócił do domu. Czekała tam na niego rodzina: żona i trzy córki – sześcioletnia Ola, czteroletnia Zosia i roczna Ania. Ostatnio, a to „ostatnio” trwało już dobre dwa lata, nie chciał wracać do domu – zostawał po godzinach w biurze, włóczył się po Krakowie… i dopiero późnym wieczorem przekraczał próg mieszkania. Tak go zmęczył krzyk dzieci, hałas, pieluchy, body… noce pełne płaczu i ona – Kasia, wiecznie zajęta dziećmi, zaniedbana: w starym szlafroku, z włosami związanymi w niechlujny kucyk, wycieńczona, z sinymi cieniami pod oczami.

Czy gdy siedem lat temu ożenił się z pełną życia pięknością z działu HR, myślał, iż małżeństwo stanie się dla niego takim ciężarem… takim rozczarowaniem? Nie, pierwsze lata były szczęśliwe: urodziła się pierwsza córka. Starał się pomagać żonie w domu, w weekendy dawał jej kilka godzin wolnego, by mogła pójść do fryzjera, zrobić manicure, pedicure. Minął rok, a Kasia znów zaszła w ciążę – postanowili od razu urodzić dwójkę, „odhaczyć” i na tym zakończyć. Druga córka była niespokojnym dzieckiem: przez pół roku wrzeszczała w nocy, a Marek przychodził do pracy niewyspany, z czerwonymi od niewyspania oczami. W końcu się uspokoiła, życie odrobinę się poprawiło. Dzieci poszły do przedszkola, żona wróciła do pracy… I wtedy niespodzianka: Kasia znów w ciąży.

Sprzeciwiał się kolejnemu dziecku, ale kobieta zalała się krokodylimi łzami, urządziła awanturę. Próbował przekonywać: „Gdzie nam jeszcze jedno? Te są jeszcze małe… Dziś są nowoczesne metody, małoinwazyjne zabiegi. Możemy to załatwić.”

Ale Kasia była nieugięta. Uległ – zdecydowali się na trzecie. Liczył, iż to wreszcie syn.

Ciąża żony była trudna, często leżała w szpitalu. On został sam z dwójką maluchów: przedszkole, spacery, pranie, sprzątanie… Pomocy nie miał od kogo oczekiwać – jej rodzice mieszkali tysiące kilometrów stąd, na dalekiej północy. Jego własna matka była schorowana i sama potrzebowała wsparcia.

Trzecie dziecko też było niespokojne – płakało w nocy, uspokajało się tylko na rękach matki. Kasia nie odkładała Ani.

Z czasem Marek zaczął rozumieć, iż nie chce już wracać do domu.

„Co widziałem przez te siedem lat? Pierwszy rok – jeszcze chodziliśmy do kina, kawiarni, na jakieś wystawy, choćby jeździliśmy nad morze. A potem? Dzieci, płacz, pieluchy, body…” – kołatało mu się w głowie.

Nie pragnął już żony jako kobiety, intymność z nią go nie pociągała… Wracał późno, gdy dzieci spały w swoich łóżkach… Nie chciał na nią patrzeć… Żal mu jej było – w co się zamieniła? Ale jeszcze bardziej żal było siebie samego – musiał coś postanowić. Nie mógł tak żyć.

W pracy koledzy chwalili się wyjazdami, wakacjami na Malediwach, pytali, kiedy on, ojciec rodziny, wywiezie swoje kobiety nad morze – przecież zarabia nieźle. Milczał. Komu mógł powiedzieć, iż sam marzy, by uciec od nich choć na kilka dni, a najlepiej miesięcy?

– Marek, znów jestem w ciąży – cicho powiedziała Kasia, opadając ciężko na krzesło.

Mężczyzna zastygł, łyżka z zupą zawisła w powietrzu.
– Oszalałaś?! Nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio się kochaliśmy! – wrzasnął.
– Już dwunasty tydzień, nic nie można zrobić… – cicho dodała.
– Straciłaś rozum! Dość. To nie życie, to koszmar! Spójrz na siebie – w co się zamieniłaś? Kiedy ostatnio byłaś u fryzjera?! Obiecywałaś, iż się zabezpieczamy!!! Wyglądasz jak mumia… Nie chcę cię więcej widzieć. Wychodzę. Zostajesz sama z dziećmi, rób, co chcesz!

– Dokąd idziesz? A co z nami? – szepnęła Kasia, po jej policzku stoczyła się pojedyncza łza.

– Wam zostawiam mieszkanie i wszystko, co w nim jest. Zabiorę tylko auto i pojadę do matki – tam będę mieszkał. Nie znoszę na ciebie patrzeć – krzyczał jeszcze głośniej Marek.

Gwałtownie wstał od stołu i szybkim krokiem ruszył do drzwi.

– choćby w najgorszym śnie mi się to nie śniło. Nie życie, tylko katorga – rzucił przez ramię, wypadając z mieszkania.

Idź do oryginalnego materiału