Proboszcz publicznie zrugał strażaków, bo… nie poświęcili auta. Wspomniał też o Trzaskowskim

dadhero.pl 6 dni temu
Gdy strażacy z małej miejscowości dostają nowy wóz gaśniczy, to wszyscy mieszkańcy powinni się z tego cieszyć. W Książenicach pod Rybnikiem euforii z takiego auta było ostatnio sporo. Ale znalazł się też jeden niezadowolony. To lokalny proboszcz, który skrytykował strażaków, bo nie poprosili go o poświęcenie sprzętu. Uznał to za… walkę z chrześcijaństwem.


Kto oglądał serial "1670", ten wie, iż przed dawniej Polską po cichu władało żyto. A jak jest dziś? Śmiało można powiedzieć, iż wielu miejscowościach władają proboszczowie. I to wcale nie po cichu. Przykładem mogą być niedawne wydarzenia z Książenic, niewielkiej wsi pod Rybnikiem.

Opiernicz z ambony


Niedawno miejscowa drużyna Ochotniczej Straży Pożarnej wzbogaciła się o nowy wóz gaśniczy wart 1,3 miliona. Gdy cacko przyjechało do remizy, strażacy zrobili imprezę. "Była feta, race, wyły syreny i lał się szampan" – napisał portal rybnik.com.pl. gwałtownie jednak się okazało, iż impreza z okazji zakupu była fatalna. A to dlatego, iż strażacy nie zaprosili na nią miejscowego proboszcza i nie poprosili, by poświęcił wóz.

Ksiądz poczuł się urażony, ale zamiast powiedzieć o tym strażakom, podzielił się swoimi uczuciami ze wszystkimi parafianami podczas mszy. "Jednak muszę to powiedzieć, nie mogę tego przemilczeć. Wczoraj odbyła się huczna impreza z fajerwerkami, nowy wóz strażacki. Ale strażacy już wszystko po nowemu. Nie chcieli ani mszy świętej, ani poświęcenia tego wozu, tylko impreza świecka" – powiedział w kazaniu, które nagrał i udostępnił mediom jeden z uczestników nabożeństwa.

Na tym się jednak nie skończyło. Proboszcz wytknął strażakom, iż chodzą ze swoimi dziećmi łowić ryby, ale do kościoła już ich nie przyprowadzają. A potem stwierdził, iż to są efekty walki z Kościołem, którą jego zdaniem prowadzi rząd. "Tak jak pani Nowacka wyrzuca religię ze szkoły, ruguje się także z muzeów to wszystko, co związane z chrześcijaństwem, z kościołem. Pan Trzaskowski każe wyrzucać krzyże z urzędów. To się nieustannie toczy, tak jak było to w czasach Jezusa" – stwierdził w dalszej części kazania.

Zrozumiały żal proboszcza


Fakt, iż proboszcz miał pretensje do strażaków, nie jest jakoś bardzo zaskakujący. Jest prawdopodobnie przyzwyczajony do tego, iż uczestniczy w ważnych wydarzeniach z życia wsi, więc poczuł się urażony. I miał prawo. To, iż postanowił dać im pasterskie upomnienie i o swoich uczuciach opowiedział z ambony, też nie jest dziwne. Tak samo jak to, iż dorzucił do tego skargę na polityków. Umówmy się, nie takie słowa już padały z ust księży.

Zaskakujące może być to, iż po tej reprymendzie strażacy z OSP w Książenicach postanowili... bronić proboszcza. W oświadczeniu opublikowanym na Facebooku wytłumaczyli się ze swojego błędu proboszcza. Jak wyjaśnili, jego ostre słowa wzięły się stąd, iż oni go nie poinformowali o swoich planach. I zapewnili, iż mieli zamiar zrobić w innym terminie uroczyste poświęcenie wozu, tylko nie powiedzieli o tym księdzu. "Patrząc z perspektywy czasu, pewne sprawy mogły zostać omówione wcześniej, jednak nie wzięliśmy pod uwagę, iż brak bezpośredniej rozmowy z księdzem odnośnie powitania samochodu, aż tak go dotknie" – stwierdzili, usprawiedliwiając księdza i jego "zrozumiały żal".


Strażacy zapewnili też, iż sprawa została już wyjaśniona i zaapelowali o powstrzymanie się od hejterskich komentarzy. A takie spadły zarówno na nich, jak i na księdza. Zapewnili też, iż z proboszczem żyją w zgodzie, a uroczyste poświęcenie nowego wozu się odbędzie. Głos zabrał też sam kapłan, który w rozmowie z lokalnymi mediami wyjaśnił, iż zareagował w ten sposób, bo nie wiedział, iż strażacy chcą ten wóz poświęcić, tylko kiedy indziej. – Brakowało po prostu rozmowy – wytłumaczył.

Pełna zgoda. Zabrakło rozmowy. Tyle iż spokojnie mógł ją zainicjować sam proboszcz. W małych miejscowościach, takich jak Książenice, każdy zna każdego. A już na pewno zna proboszcz. Sam to z resztą potwierdził, mówiąc o tym, kto nie chodzi do kościoła. Śmiało mógł więc zagadać do komendanta straży i zapytać: "Słuchaj, czemu mnie nie zaprosiliście na tę imprezę", a choćby dodać, iż było mu z tego powodu przykro czy też opieprzyć. Wybrał jednak metodę typową dla władców – publiczne napiętnowanie. Co gorsza, uzyskał zamierzony efekt, bo "winowajcy" się pokajali. Bo słowo proboszcza, jak widać, wciąż ma w Polsce wielką moc.

Źródło: rybnik.com.pl


Idź do oryginalnego materiału